niedziela, 4 maja 2014

Prolog.

-Jess!!! Jesteś niemożliwa!!! Już 10 a ty jeszcze chowasz cztery litery pod kołdrą!! -Wykrzyknęła Amy z nutą ironii w głosie. Jess leniwie zwlokła się z łóżka i stanęła przed lustrem mimowolnie ziewając. Wtorek. Wakacje. Na tą myśl uśmiech zagościł na jej twarzy, by móc za chwilę ustąpić grymasowi bólu, gdy dziewczyna potknęła się o prostownicę do włosów, którą najprawdopodobniej właśnie jej szanowna przyjaciółka Amy Stephenson postanowiła pozostawić na podłodze.
Jessica Hayley, lat osiemnaście i trzy czwarte. Urocza, szczupła jasna brunetka z końcówkami włosów pofarbowanymi na blond, które sięgały jej do bioder. Amy kilkukrotnie czyniła podchody do jej długich włosów z wielkimi nożycami twierdząc, że Bóg nie jest sprawiedliwy. Cóż, w zasadzie trudno jej się dziwić, ponieważ jej cudne blond fale sięgały jedynie do klatki piersiowej. Ale Jess i tak je podziwiała.Jessica mieszka sama w apartamencie jej świętej pamięci opiekunów. Dlaczego? Znajdowała się odkąd pamiętała w domu dziecka. Nie narzekała, panie były miłe a posiłki smaczne. Ale nadszedł czas, by poznała prawdę. Jej rodzice z niewiadomych powodów zostawili ją tu i zniknęli bez śladów. Do tej informacji nie musiała się przyzwyczajać zbyt długo, może dlatego że ich nie pamiętała. 26 marca, gdy miała 5 lat do pokoju zabaw wkroczyła dwójka osób w podeszłym wieku. Byli oczarowani Jessicą i od razu wzięli ją do siebie i wychowywali jak własną córkę. Ona nie mogła się nadziwić bogactwem jakie posiadali. Nie wiedziała, czy wygrali w totka, czy są biznesmenami na światową skalę, ale jednego była pewna-kochali ją, a to był dla niej największy skarb. Po dwunastu latach od tego zdarzenia pan Willson wraz z żoną zostawili ją w domu mówiąc, że jadą na zakupy. Ale nazajutrz na obszerny podjazd z marmuru wjechał srebrny nercedes, z którego wysiadła kobieta w czarnym żakiecie i ołówkowej spódnicy. Jess pamięta to wszystko doskonale, ciągle rozdrapuje blizny przeszłości. Zapukała do drzwi i opowiedziała zszokowanej dziewczynie o dramatycznych wydarzeniach mających miejsce tamtego dnia. Jessica nie wiedziała, co robić. Okazało się, że staruszkowie przepisali jej w spadku cały swój obszerny majątek. Dziewczyna wiedziała, że nie mają innych bliskich. Ale wedlug prawa nieletnia nie mogła mieszkać sama bez opieki. Wtedy poznała Amy i jej rodziców. To właśnie oni zobowiązali się do opieki nad nią aż do osiągnięcia przez nią pełnoletności. Teraz Jess mieszka sama z majątkiem. Rodzicom Amy zawdzięcza to, że nie trafiła z powrotem do Domu Dziecka. Teraz pan i pani Stephenson wyjechali na całe wakacje do Japonii, i, jak sami powiedzieli, "zostawili dziewczynę pod moją opieką". Na ten czas mieszka u Jess.

Co do nauki, obie studiują na pierwszym roku. Ekonomię. Najnudniejszy kierunek w dziejach, jak to zwykła mówić Jess i Amy. Wiedzą, że i tak będą chciały spełniać się w zupełnie innej branży. Na swoim kierunku nie utrzymują kontaktów z wieloma uczniami. Tylko z Louisem Tomlinsonem. On tak naprawdę jest dla nich jak starszy brat. Ma 22 lata, ale oblał i wylądował tam gdzie dziewczyny. Nie jest prawdą, że z nikim innym nie mają relacji. Dużo ludzi je zna, czasen przywitają się na korytarzu, w parku... Ale zdecydowanie wolą towarzystwo siebie nawzajem.

Do przestronnego pokoju wdarła się Amy z komicznym wyrazem twarzy, ale najwyraźniej nie chciała, aby ten widok rozbawił Jess, więc wydęła wargi w geście zdenerwowania. Nie udało jej się jednak przekonać kumpeli co do swojego oburzenia, więc po chwili odpuściła i opadła jak długa na dwuosobowe łóżko.
-Rannym ptaszkiem to ty nie jesteś, o nie... -Odezwała się Amy z ironią aż bijącą z wcześniej wypowiedzianego zdania. Na te słowa współlokatorka odwróciła się i zgromiła Amy spojrzeniem.
-Nie wiem, czy wiesz, ale SĄ WAKACJE AMYYY!!!! - Krzyknęła Jess i dodała:
-Nie mam zamiaru wstawać tak jak w czasie roku szkolnego. Należy mi się odpoczynek...
- Dobre sobie!! Zakładaj coś na siebie i idziemy do Tommo leniu!-odparła kumpela.
-Zakładam że Lou smacznie jeszcze śpi.
-A od kiedy stan Louisa przeszkadza nam w czymkolwiek? Mówisz tak, jakbyś nigdy w życiu go nie budziła...- słowa Amy przeplatały się z coraz to nowszymi ciuchami lądującymi na podłodze. Robiła tak zawsze, gdy nie wiedziała, w co ma się ubrać.







Czytasz=komentujesz! Usunęlam tamten prolog, bo za nudny według mnie. I poprawiłam kilka faktów. Mam nadzieję, że się spodoba :* Następny jutro albo w najbliższych dniach! Sorry za błędy, ach ten słownik w telefonie... '-_-'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz